Translate

czwartek, 29 stycznia 2015

Dzienniczek pracy

Kiedy rozpoczynałam ćwiczenia podstawowych komend z moimi psiakami nie miałam większych problemów z ich usystematyzowaniem, powód? Prozaiczny- zbyt mało komend :) Z zbiegiem czasu ilość komend i ich odmian zaczęła narastać, rozpoczęłam ćwiczenia "ciągów" (kilka komend w jednym układzie). Postępy psów zaczęły się mieszać a plan pracy rozjeżdżać.
Wyciągnęłam zeszyt podpisałam "Dzienniczek postępów", który podzieliłam na: komendy podstawowe znane- poziomy trudności i ocena bieżąca wykonywania, komendy dodatkowe znane- np. "daj głos" czy "podaj łapę" i ocena, komendy do nauczenia, praca socjalna- zachowania przy innych psach i ludziach z oceną i planem pracy, ostatni punkt to plan pracy na kolejny dzień. 
Dzienniczek mobilizuje mnie do pracy z psem, pokazuje jakie mam braki oraz co należy przećwiczyć, gdzie i z jaką intensywnością.
Przy tworzeniu dzienniczka należy pamiętać, że rozpoczynamy od oceny wszystkich psich umiejętności, wypisujemy niedociągnięcia i braki, a na koniec bierzemy pod uwagę zmianę otoczenia przy wykonywanych poleceniach. To ostatnie oznacza przenoszenie komend w coraz trudniejsze warunki. Ponad to można wpleść w pracę elementy aportu.
Dobrze jest również rozplanować przerwy i rodzaje zabaw podczas przerw, tak aby pies miał czas na pozbieranie sił przed kolejnym ćwiczeniem.
Czas ćwiczeń to od 5 minut do 15 minut (jest to czas poświęcony na komendy, nie na przerwy, jeśli weźmiemy pod uwagę przerwy czas poświęcony na pracę to około 25 minut dziennie).


Dzienniczek można rozpisać również dla psów lękliwych. Tosia jest moim lękliwym przypadkiem. Oczywiście rodzaje ćwiczeń, intensywność jest całkowicie odmienna od tego co prezentuje np. mój drugi pies Kajtek. Ćwiczenia dla psów lękliwych, to przede wszystkim praca socjalizacyjna, kładę nacisk na poznawanie nowych przedmiotów i sytuacji (należy pamiętać, że nie wolno zmuszać psa, zwierzak pokazuje na ile jest wstanie w danym dniu popracować. Czasami wystarczy 5 minut na poznanie np. poduszki sensomotorycznej). 

Pamiętaj, nie zawsze uda się zrealizować plan, to pies decyduje ile jest wstanie (i co) zrobić w danym dniu.   

czwartek, 16 października 2014

"Przedmioty i narzędzia potrzebne przy układaniu (...)"

Dzisiejszy wpis będzie krótki, ale dość treściwy jeśli chodzi o porównanie obroży do tzw. "układania psa" lub też jak kto woli "sportu".
Trafiłam jakiś czas temu na obrożę z obciążnikami, jest to zadziwiający wynalazek, który wbrew pozorom nie został stworzony w XXI wieku ale znany był już w XIX (!!).
Ok, w XXI wieku, zgodnie z danymi na różnych stronach internetowych dotyczących w szczególności ras bull'owatych, obroża ta służy do ćwiczeń mięśni karku, dodając obciążniki kark ma się rozrosnąć i wzmocnić. Psy używane są do pokazów typu "Strongman", w tym przypadku odpowiedniejsza nazwa- "StrongDog", w których ciągną różne kuriozalnie ciężkie przedmioty, np. samochody. Filmy z Youtube:


Ok, wiemy już po co się to stosuje, teraz krótki opis, zgeneralizowany, który można przeczytać na różnych stronach sprzedawców tego typu sprzętu i tak, np. "Waga 1 sztabki w obroży o szerokości 5 cm : 0,350 kg", opisy dotyczące wzmacniania mięśni - prawie od czubka nosa po czubek ogona, wychwalanie, itd., itp. Zachęcam do wygooglania treści samemu. Bardzo chętnie przeczytałabym artykuł weterynarza, który przeprowadziłby analizę zmian w układzie mięśniowo- kostnym zwierzaka przed i po używaniu sprzętu obciążeniowego. W tym miejscu należy przeanalizować zdolności wrodzone danego psiego osobnika i zadać sobie pytanie "po co mi taka obroża, konkretnie?". 

W drugiej części chciałabym przedłożyć opis z XIX w. w/w obroży. Opis ten zawarty jest w książce "O wyżłach i ich układaniu" Machczyński Konrad. Pan Machczyński w rozdziale IV opisał metody tresury psa znane ówczesnemu człowiekowi. W tym miejscu należy zwrócić uwagę na celowość tresury przeprowadzanej w tamtym wieku oraz na wiedzę dotyczącą możliwości uczenia się psa, jego budowy, zdolności, itd. I tak rozdział IV rozpoczyna się następująco: "Przedmioty i narzędzia potrzebne przy układaniu: otok, korale, obroża bolesna i obciążona, klocki, łopatka, opaska, widełki, podawki. (...)". Ponieważ wpis traktuje o jednym z tych wynalazków, przytoczę opis "Obroży obciążonej": "Jest to zwykła obroża, na którą nawleka się, lub do której przytwierdza się cztery ciężary ołowiane lub inne, wagi odpowiedniej do siły psa i potrzeby. Służy ona do powstrzymywania wyżła, który w polu chodzi za gorąco, zapędza się i unosi, w skutek tego mija tropy i płoszy zwierzynę. Włożona na szyję utrudnia mu chodzenie i zmusza do większego umiarkowania; ma jednak tę niedobrą stronę, że swym ciężarem przyciąga psu łeb do ziemi (...)". 

Zwróćcie proszę uwagę jak skrajne opisy występują w związku z obrożą z obciążnikami, a to w końcu ten sam przyrząd. Pod spodem dla porównania rycina z książki Machczyńskiego oraz współczesne zdjęcie obroży:


Bibliografia:
1. http://www.zpazurem.pl/artykuly/srodki_tresurowe,_ktore_przeszly_do_historii#
2. Machczyński "O wyżłach i ich układaniu" http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/docmetadata?id=236355&from=&dirids=1&ver_id=&lp=1&QI=D0D7F70A5FFE926084CE7EF6DDB17919-40 
Książka ta jest powszechnie dostępna, wystarczy mieć zainstalowaną JAVA oraz program do odczytu djvu.

sobota, 23 listopada 2013

Zajęcia z posłuszeństwa

Dzisiaj udało mi się odwiedzić panią Lidię Rychlewską na jej zajęciach "Pies towarzysz - 1".
Na oficjalnej stronie Psiaki Poznaniaki znajdziesz inne ciekawe zajęcia, np. Dogtrekking lub Frisbee
Psiaki Poznaniaki

piątek, 8 listopada 2013

Kototerapia

Dzisiaj rano odtransportowałam męża do szpitala. Byliśmy bardzo wcześnie, punkt rejestracji był jeszcze nieczynny. Usiedliśmy w poczekalni, oprócz nas nikogo innego nie było... i nagle słyszymy... "miau".
Podchodzę do okna, ciemno, pada... Siadam obok męża; po chwili- "miau". Przy drzwiach stała śliczna kotka, zmoknięta, otworzyłam drzwi żeby jej się lepiej przyjrzeć. Koteczka weszła niczym księżniczka, otrzepując się z deszczu. Okazało się, że jedna z pracujących pań w poradni przyszpitalnej codziennie karmi futrzaka, zanim zejdą się pacjenci kot dostaje porcję jedzenia i głasków. Wspaniała "Koto-terapia":)

Oczywiście, pstryknęłam sobie zdjęcie z ulubienicą poradni laryngologicznej :o)

Zapraszam do przeczytania artykułu o Felinoterapii: http://www.koty.pl/porady/zdrowie/art38.html

sobota, 26 października 2013

Międzynarodowa Wystawa Psów Rasowych 2013r. Poznań

Byłam, zobaczyłam, zdjęcia przesyłam:) 
Wspaniała, inspirująca Wystawa Psów. 
Na szczególną uwagę zasługuje Klub Charta Polskiego, który niezmiennie podsyca zainteresowanie tym niesamowitym polskim psem. 
"Chart polski jest bardzo starą rasą psów myśliwskich. W Polsce polowanie z chartami było od wieków cenioną rozrywką dworów królewskich, magnackich oraz szlachty.
Charty polskie cenione były w szczególności dla ich użytkowości. Rozmiłowana w nich szlachta utrzymywała ich wiele, a selekcję, prowadzono wówczas przede wszystkim pod kątem cech użytkowych: „Mniej baczyć należy na piękność kształtów, bardziej na rączość w ściganiu i bierczość - czyli zręczność w chwytaniu" radził dziewiętnastowiecznym myśliwym i hodowcom Aleksander hr. Ubysz w swojej pracy pt. „Chart"' z 1880 roku. Użytkowość miała według niego zasadniczy wpływ na wygląd psa.
Nadal sprawą bardzo ważną jest utrzymanie u chartów polskich takiej budowy, takich proporcji i harmonii ruchów, aby nie stracić niczego z ich sprawności. Piękny, utrzymany w dobrej kondycji chart polski powinien móc w każdej chwili ruszyć za zwierzem." (cyt. 
http://klubchartapolskiego.zkwp.pl/historiahistoria.html). 
Zapraszam na oficjalną stronę Charta Polskiego http://www.klubchartapolskiego.zkwp.pl 

Z Wystawy oprócz zachęty do szkolenia siebie w kierunku trenera psów, przywiozłam zdjęcia, koszulkę Fundacji Animalia, smycz dla męża (jakkolwiek to brzmi, kupiona charytatywnie :) ). 

















środa, 4 września 2013

Najwyższe "dobro" oraz jak się pożegnać i przywitać z psem

Tapczan jest miejscem spoczynku, okupowany przeze mnie i mojego męża, wcześniej przez psy i ich ciekawe zachowania....
Jeśli któryś z moich psów chce "zagarnąć" dla siebie jakieś miejsce, np. legowisko, poduszkę czy tapczan, siusia na nie. O ile można takie zachowanie przerwać poprzez huknięcie, klaśnięcie, czy inny dźwięk używany do zmiany zachowania psa, w momencie kiedy my jesteśmy w domu i kiedy widzimy zachowanie pupila; o tyle takie zachowanie staje się problematyczne, kiedy psy wykonują je pod naszą nieobecność.
Psy uznały, za najwyższe dobro- tapczan na którym wypoczywam i śpię. Wszystko przebiegało pięknie pod moją obecność w mieszkaniu, ale wystarczyło, że wyszłam (nawet na moment, nie mówiąc już o kilku godzinach spędzanych w pracy), kiedy wracałam, jedyne co mogłam zrobić, to wziąć miskę z ciepłą wodą, detergentami i specyfikami przeciwko psiej urynie. Po kilku takich incydentach, miałam wrażenie, że staję się coraz bardziej bezradna, nie rozumiałam w jaki sposób "powiedzieć" psom, że to jest moje miejsce i nie życzę sobie takowych zachowań. Tosia od szczeniaczka była przyzwyczajona do przebywania na łóżku, a z racji, że jest "ciepłą kluską", nieporadną kulką yorka, nadal pozwalałam jej przebywać na tapczanie. Któregoś dnia do mnie doszło, że jedyną metodą jest zagarnięcie dla siebie całego tapczanu. Z ciężkim sercem, ale wytrwale, zakazywałam Tosi wchodzenia na moje "posłanie". Każde z psów otrzymało wypasione legowisko i tam miały spędzać noce oraz odpoczywać w ciągu dnia. Po całkowitym banie na tapczan, ku mojemu zdziwieniu, psy przestały załatwiać swoje potrzeby w tym miejscu. Grzecznie chodzą na korytarz, gdzie jest przygotowany dla nich podkład.
W legowiskach psy otrzymywały głaskanie i przysmaki, chwalone ilekroć się kładły. Teraz wchodzą zaproszone, kiedy chcę się z nimi przywitać, oraz pozwalam wskakiwać na kolona.

Przywitanie to również ciekawa sprawa. Żeby się przywitać, najpierw musimy się pożegnać- zacznę zatem od początku. Kajtek to mały furiat, ilekroć wychodziłam z mieszkania, on nadzierał się jak potępieniec. Wycia na wysokim tonie, przemieszane z wysokim szczekaniem. W pewnym momencie zaczęłam się bać, że sąsiedzi będą mieć do mnie pretensje (oczywiście- słuszne, bo nikt nie powinien być skazany na wysłuchiwanie wycia psów). Zaczęłam myśleć (i szukać po książkach), gdzie robię błąd. Jak "powiedzieć" Kajtkowi, że nie powinien szczekać. Na początku wybrałam niezwykle nieskuteczną metodę, rzucania kiełbasy i w nogi. Pies szybko skonsumował kiełbasę, a kiedy ja zdążyłam wyjść z bloku zaczynał swój proces wycia- znowu. W książce Jan Fannell* przeczytałam, że nie należy żegnać się z psem (oraz witać). Z psami się nie żegnałam aby ich nie ekscytować, pomyślałam, że muszę zejść krok niżej, tzn. jeśli wiem, że będę wychodzić, muszę zmienić swoje zachowanie. 6:30 dzwoni budzik, wstaję, przywitanie z psami- głaski, mówienie do nich, itd. Właśnie to było powodem mojego niepowodzenia. Zaczęłam Kajtka całkowicie ignorować, do tego stopnia, że nawet na niego nie patrzyłam (co jest dosyć trudne kiedy się kocha swojego czworonoga). Kiedy wyszłam z mieszkania, normalnie (bez gadania), zamknęłam drzwi, następnie wyszłam z bloku, chwilę przysłuchiwałam się, czy pies zachowa się znowu w ten sam sposób- odpowiedziała mi cisza... Byłam taka dumna z siebie:) Cały czas stosuję tę metodę, Kajtek (ma 10 miesięcy) jest nadal bardzo pobudliwy, dlatego zarówno ja i mój mąż musimy zachowywać umiar emocjonalny zwłaszcza w porze rannej. Pies w pewnym momencie zorientował się, że suma summarum i tak mnie nie ma, nawet jak na niego nie patrzę i nie mówię do niego od rana, po jakimś czasie znowu zaczął poszczekiwać. Zaczęłam myśleć, co robić dalej, jak nie dopuścić do porannego jazgotu. Do pracy udaję się na rowerze, który trzymamy w mieszkaniu, ilekroć (już ubrana i gotowa do wyjścia) chwytałam rower i wyprowadzałam na klatkę schodową, Kajtek się pobudzał, co w efekcie dawało poszczekiwanie. Pomyślałam, że zmienię ten rytuał. Budzik- 6:30, wstaję z łóżka i jeszcze w piżamie wyprowadzam rower na korytarz (nie jadę nim przez całe mieszkanie jak wcześniej). Po raz kolejny zmiana mojego zachowania wpłynęła na zmianę zachowania psa- kolejny sukces!!
Muszę w tym miejscu dodać, że takie czynności muszą być powtarzane, jeśli coś daje znakomity efekt (pożądany), a nie jest przykre dla psa, należy się tego trzymać.
Teraz kwestia przywitania. Moje wejście do mieszkania jest niczym meksykańska fiesta, tyle, że odprawiana przez czworonogi. Skoki, szczekania, piski, przepychanki, wdrapywanie się na nogę, itd. itp. Zawsze bardzo lubiłam się z psami witać, ale zauważyłam, że samo spokojne wychodzenie nie daje takich efektów jeśli pobłażam psom po powrocie do domu. Po raz kolejny musiałam się wziąć w garść i ignorować tego typu zachowania. Kiedy psy się uspokoją, siadam na tapczanie, podchodzą (siadają przy moich nogach) i otrzymują głaski, wtedy zaczynam do nich mówić spokojnym głosem.

Uważam, że rytuał pożegnania (ignorowanie) jak i przywitania (ignorowanie) są równie ważne, bez nich nie osiągniemy zamierzonego sukcesu w nauce psa spokojnego zachowania.

*Fannell, J. "Zapomniany język psów". Przeczytałam książkę jednym tchem, wydawała mi się niezwykle pouczająca i przystająca do najbardziej powszechnych problemów psów mieszkających w domu. Przy obecnej mojej wiedzy, traktuję ją bardziej jako pewną możliwość w prowadzeniu psa, ale nie jako najważniejszy wyznacznik. Należy tę książkę traktować z przymrużeniem oka, bo przecież nie wszystkie psy chcą dominować, a my nie żyjemy w wilczym, pierwotnym stadzie...

Moje psy uczą się metodą pozytywną (również klikerem), ale o tym w kolejnych notkach.

Atak paniki u psa (nerwica separacyjna)